Z GABINETU KLARY (CZĘŚĆ 1)

 
Siedział wtulony w róg kanapy. Założył nogę na nogę, pochylił się i delikatnie balansował w przód i tył. Do przodu i w tył… do przodu i w tył… Jego bezzębne wargi coś szeptały, ale nie słyszała słów.

Milczała, wpatrzona uważnie w mężczyznę. Czuła jego bezsilność i lęk; napięcie, które uniemożliwiało dalsze życie; ale czekała… Nie mogła go spłoszyć… Każdy nieprzemyślany ruch, zbyt szybki gest, niepotrzebne słowo zepchnie go w głąb siebie i nie będzie mogła mu pomóc.

Dyskretnie zerknęła na zegar. Ile jeszcze dać mu czasu? Nie mogła pozwolić na to, aby zbyt długo pozostawał w złowrogim dla siebie świecie. Ale czy on chce być w jej świecie?

Przestał się kołysać. Spojrzał na nią ukradkiem. Trudno mu było utrzymać kontakt wzrokowy dłużej niż kilka sekund, ale to spojrzenie było sukcesem.

– Jestem pusty… – wyszeptał. Ledwo go usłyszała, a może to intuicja podpowiedziała jej te słowa? Nie chciała dopytywać, więc wytężyła słuch i uwagę.

– Jestem pusty – powtórzył. – Tu we mnie nic nie ma. – Pokazał na swoje serce. – Moja tożsamość się rozbiła, a może jej nie miałem? Mówiła pani, że możemy jej poszukać, chcę ją odnaleźć… To przez brak pokory… Kiedyś miałem tutaj, o tutaj, napompowane. – Szybkim gestem uniósł ramiona. – Takie napompowane ego… Ależ to jest cierpienie, nie zniosę tego bólu… Nie…

Objął się ramionami i zaczął szlochać.

– I znowu mam w skrzynce pocztowej te śmieci. – Wyprostował się, szybko na nią spojrzał i spuścił wzrok.

– Śmieci? – odezwała się.

– No tak… Jakiś atlas, czasopismo… Sąsiedzi wrzucają, żeby mi dokuczyć…

– Sąsiedzi chcą panu dokuczyć? Tak pan myśli?

– Tak, za ten syf, który zrobiłem latem. No i za to, że skakałem na ten daszek przed wejściem…

– Według pana to celowe działanie?

– Wiem, że pani mówiła, że to są moje ksobne myśli. Ale jak to wytłumaczyć? Albo to, że za ścianą ciągle mówią tylko o mnie? To też choroba?

– Słyszy pan czasami sąsiadów zza ściany?

– No…, czasami… – zawahał się.

– Potrafi pan rozróżnić słowa, słyszy pan, o czym rozmawiają?

– Nie… Nie potrafię… – Zamyślił się. – A to, że mieszkam w klatce siedemdziesiąt osiem, a numer mieszkania czterdzieści dziewięć, to przypadek? Siedemdziesiąty ósmy to rok mojego urodzenia, czwórka to kwiecień, miesiąc, w którym się urodziłem, a dziewiątka to dzień moich urodzin. Wszystko się ze sobą łączy. To jest ustalone, to jest na zawsze…

Patrzyła na niego, zastanawiając się, jaki sens ma konfrontacja z jego urojeniami czy omamami. Żył w swoim wyimaginowanym świecie, miał trudności w odróżnieniu tego, co prawdziwe, od tego, co chore. Ale cierpiał… Bez kontaktu z innymi, głodując, próbując się zabić, choć tliło się w nim pragnienie życia…

– To jest choroba, prawda? – zapytał.

– Choroba – odpowiedziała – To, co pan słyszy, widzi, dzieje się w pana głowie, ale to cierpienie i ten ból, który pan przeżywa, są prawdziwe.

Siedział zamyślony. Kołysał się jak małe, opuszczone dziecko…


Klara 
zdjęcie stąd

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Back
to top