O ROZMOWACH KWALIFIKACYJNYCH SŁÓW KILKA


Doktor Anna Oleszak, z wykształcenia pedagog i prawnik, przygotowała na nasze tegoroczne spotkania z licealistami wykład „Rozmowa kwalifikacyjna (o pracę) – jak się przygotować, aby zabłysnąć?”. Pierwsze wystąpienie odbyło się 17 października w ramach Akademii Szlifowania Diamentów... po czym ruszyła lawina. Z tematem „Rozmowa kwalifikacyjna” doktor Oleszak ruszyła po szczecińskich i pozaszczecińskich szkołach średnich; w niektórych wypadkach uczelnia proponowała takie spotkanie nauczycielom,w innych sami nauczyciele zgłaszali się z zaproszeniem i stanowczym „rozmowa kwalifikacyjna albo nic”. Jak się okazuje, przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej jest naprawdę dużym wyzwaniem – niestety, nie tylko dla nastolatków, lecz także dla dorosłych.

Z doktor Anną Oleszak udało mi się krótko porozmawiać o samej rozmowie kwalifikacyjnej oraz o przygotowaniu do niej. Kilka uwag i podpowiedzi, które znajdziecie poniżej, mogą się przydać – jeśli nie teraz, to może w przyszłości.


Barbara Popiel: W ramach przewrotnego rozpoczęcia: czy rozmowa kwalifikacyjna o pracę jest w ogóle potrzebna?

Anna Oleszak: W dzisiejszych czasach pracodawcy wiele informacji o kandydacie czerpią jeszcze przed takim spotkaniem – z Internetu. Często nie zdajemy sobie sprawy, ile wiadomości na nasz temat można uzyskać z wirtualnego świata. Jednak nic nie zastąpi spotkania twarzą w twarz i sprawdzenia, jak kandydat reaguje na sytuacje stresowe, które przecież nierzadko czekają nas  w przyszłej pracy.


Jakie są najważniejsze elementy dobrego przygotowania się do takiej rozmowy?

Po pierwsze, poznaj dobrze firmę, do której idziesz. Zapoznaj się ze stroną internetową, sprawdź profil na portalach społecznościowych. Przygotuj również wcześniej odpowiedzi na najczęściej zadawane przez rekruterów pytania  (znajdziesz je w Internecie). Niech będą ciekawe i odróżnią cię od pozostałych kandydatów. Dzień wcześniej  sprawdź również dogodny dojazd do miejsca, w którym odbywa się rozmowa. Nic nie zdyskwalifikuje cię bardziej  niż spóźnienie.

Czego należy zdecydowanie unikać podczas samej rozmowy kwalifikacyjnej?

Z pewnością nerwowych zabaw włosami czy długopisem. Mówienia źle o poprzednim pracodawcy. Oraz…  nieświeżego oddechu.

Gdybyś mogła, niczym matka chrzestna z Kopciuszka, obdarzyć osobę ubiegającą się o pracę trzema darami-radami, to jakie byłyby to rady?

Uśmiechaj się. Bądź pewny siebie, ale nie arogancki i pamiętaj, że nic nie ujmuje bardziej niż kultura osobista.

Jakie odniosłaś wrażenia po spotkaniu z licealistami podczas Akademii Szlifowania Diamentów?

Widać było zainteresowane twarze, ale nie padły żadne dodatkowe pytania. Próbowałam wyciągnąć ze słuchaczy informację, czy ktoś już miał takie doświadczenia; tylko jedna z pań się przyznała i podzieliła się swoimi uwagami. Jeśli chodzi o resztę uczniów, myślę, że to kwestia braku doświadczenia oraz lekki stres spowodowany okolicznościami, stąd ten brak aktywności. Ale widziałam zainteresowane oczy. Często, gdy prowadzę tego rodzaju spotkania, słuchacze są bardziej doświadczeni, więc pytania padają, szczególnie w sytuacjach, gdy opowiadam o przepisach. Informuję, jakich pytań zgodnie z Kodeksem pracy nie wolno zadać; wtedy pojawia się najwięcej emocji, bo są to przepisy dotyczące dyskryminowania, więc tu się rodzą najbardziej zażarte dyskusje.


Czy jakiś przykład, który podawałaś, wywołał szczególne wzburzenie, zainteresowanie lub śmiech?

Myślę, że wszyscy zainteresowali się pytaniem „Ile chciałbyś zarabiać?”. Wszystkim zaświeciły się oczy, bo to jest najtrudniejsze pytanie, jakie może paść, i ciężko tu podać dobrą odpowiedź.

No właśnie, co odpowiedzieć pracodawcy, który pyta: „Ile chciałbyś zarabiać?”? Oczywiście chciałoby się odrzec: kilkanaście tysięcy na dzień dobry!

Jeśli podamy za dużą kwotę, będziemy kosmitami, jeśli podamy za małą – to znaczy, że się nie cenimy. Trzeba to na pewno wypośrodkować, ale też zweryfikować rynek: ile jesteśmy realnie w stanie zarobić na danym stanowisku.

Czyli dobrze podać kwotę o kilkanaście procent większą, ale nie za dużą?

Zgadza się. Należy się też zastanowić, jaka kwota stanowi dla nas minimum, za które się utrzymamy. Na początku dostaje się zwykle mniejszą stawkę, później jest szansa na podwyżkę. Trzeba więc odpowiedzieć sobie na pytanie: „ile mi potrzeba, żeby normalnie, godnie żyć?”.

tekst: Anna Oleszak, Barbara Popiel
zdjęcia: stąd; stąd; Akademia Szlifowania Diamentów WSH TWP w Szczecinie, październik 2017, fot. Marcin Zieliński

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Back
to top