DLACZEGO CZYTAM?


Czytanie książek jest dla mnie dla mnie ważne z dwóch zasadniczych powodów:

–) po pierwsze – pracuję w szkole i siłą rzeczy wynika to z moich zadań oraz rozwoju zawodowego nauczyciela;
–) po drugie – „pożeranie” książek to możliwość nie tylko progresji i nabywania nowych kompetencji w pracy, lecz także postępów w równie ważnej sferze – osobistej
 
Jako nauczyciel jestem winny moim uczniom rzetelność. Ciężko mi sobie wyobrazić (choć jednak sobie wyobrażam i niestety spotykam, na szczęście rzadko!) nauczyciela, który od kilkunastu lub więcej lat pozostaje „na polu bitwy” bez rozwijania swojego zaplecza zawodowego. Wiadomo, nauczyciel uczestniczy w kursach metodycznych, szkoleniach, jest tego naprawdę dużo, ale fachowa literatura to również niezastąpiona baza nowych treści i pomysłów. Dzięki temu, co ktoś odkrył, zbadał, sprawdził, napisał książkę lub zebrał czyjeś badania i w przystępny sposób ujął je w postaci metaanalizy*, możemy rozbudować i podkręcić swój warsztat pracy. 

(*Takie książki szczególnie cenię, ponieważ wtedy unikam skupiania się na jednym odkryciu, prezentowanym przez jednego autora, poza tym można w krótszym czasie dowiedzieć się więcej – to w ramach oszczędności). 

Praca zawodowa wymaga (czy się poddamy tej powinności? – nie wiem) ciągłego zastanawiania się nad działaniami. Warto pogłębiać refleksję nad tym, czy moje metody nie są przestarzałe, rozwijają, a może blokują uczniów? Moja koleżanka – psycholog i nauczyciel akademicki – często powtarza, że wiele teorii, definicji, powinno być wykreślonych z podręczników psychologii, ponieważ (to już moja parafraza) „nic nie może przecież wiecznie trwać” (przepraszam za tę wstawkę liryczną, ale nie czuję się uprawniony do głębszego tłumaczenia rewizji podręczników akademickich). Zmieniamy się jako jednostki, ale i grupy społeczne przechodzą transformację. Psychologia rozwojowa (tak ważna w pracy pedagoga) również pogłębia swoje badania. Przedmiot badań podlega progresowi. Nawiasem mówiąc, to zaszczyt zajmować się naukami społecznymi i humanistycznymi. Przedmiotem ich badań jest przede wszystkim człowiek i to, co go dotyczy (przecież każda solidna ekonomia, socjologia, psychologia, pedagogika i ich subdyscypliny finalnie mają za zadanie odkryć, sprawdzić, wyjaśnić mechanizmy i poprawić funkcjonowanie człowieka jako „Ja”, również w relacji społecznej). 

Wracając do mojego nauczycielskiego warsztatu: uwielbiam czytać o nauczaniu i uczeniu się, o człowieku i jego konstrukcji. Czytam o mózgu i jego nieprawdopodobnej sile. Wiele rzeczy odkrywam; wtedy czuję podekscytowanie, że coś odkryłem (no dobrze, ktoś to zrobił, ale ja staję się tego uczestnikiem). Czasami zdarza się, że w myślach dyskutuję z autorem, gdyż pewne rzeczy już wiem i zastanawiam się nad nimi, szukam różnic, analogii. 

W tym wszystkim widzę nie tylko siebie i swój rozwój, lecz również tych, do których idę. Ludzi, którzy mi ufają, lubią mniej lub bardziej oraz (mam nadzieję) w jakimś stopniu traktują jako ważną osobę w swoim życiu. To uczniowie.

Jeśli miałbym się przyjrzeć drugiemu powodowi (nie chodzi wcale o uczestnika postępowania sądowego), dla którego czytam książki... Hm… Lubicie poczuć się przez chwilę jak w alternatywnym świecie? Coś w rodzaju ucieczki od szarej rzeczywistości (może masz kolorową, to ucieknij do szarej, chodzi o zmianę). Nie piszę tutaj o niepoprawnym romantyzmie i podejściu ucieczkowym. Zwyczajnie rzecz traktując: każdy ma swoje sposoby (mam nadzieję, że każdy, choć praktyka i kolejki u terapeutów temu zaprzeczają) na redukcję stresu, regulację napięcia, po prostu na odprężenie się, odejście na moment od problemów, by później wrócić „do siebie” i zająć się nimi ze świeżą siłą. A może któryś z literackich bohaterów podsunie jakiś pomysł? Może czegoś podobnego doświadczył, rozwiązał zagadkę? To nie przekonało? No dobrze! Zamiast bezrefleksyjnie poświęcać się jako wierny fan telewizji albo Facebooka, weź książkę do ręki i dbaj o mózg, zapobiegaj cyfrowej demencji, ponieważ na stare lata będziesz, oj… słabiutki! Mózg ma superumiejętność – sam wie, kiedy wejść na wolne obroty i „odpocząć”. Ogólnie ten narząd lubi pracę non stop; to jedyna poprawna i nieszkodliwa wersja pracoholika. Mam nadzieję, że wielu z was w tym momencie pomyślało o sobie: „To mnie w sumie nie dotyczy, czytam dużo i lubię”.
 
I jak to miło móc wśród przyjaciół włączyć się w rozmowę, gdy deliberują oni na tematy popularnonaukowe, opowiadają o literaturze pięknej. Same plusy. Jesteśmy wtedy atrakcyjni, prawda? Żeby nie zostawić tematu bez propozycji do przeczytania, zaproponuję dwie książki. Obie traktują o mózgu. Nie są to trudne treści, a może inaczej – skomplikowane neurobiologiczne tematy zostały w nich przedstawione w sposób klarowny i trzymający mnie w zamiarze czytania od deski do deski (z przerwami technicznymi). Jak widać, o rzeczach ważnych i trudnych nie trzeba pisać niezrozumiałym dla laika językiem. 



Henning Beck, „Mózg się myli” (przeł. Urszula Szymanderska, wydawnictwo Feeria, Łódź 2017).  Autor to bystry młody człowiek, neurobiolog i biochemik, ma świetny humor, anegdoty i porównania – czytałem ze szczerym i oddanym uśmiechem na twarzy o tym, że potęgą naszego mózgu są jego pomyłki. Z tej książki dowiecie się na przykład, dlaczego zadania hipokampu można porównać do naszego przymierzania jeansów i czemu to służy! Pisze również o procesie uczenia się, wskazuje skuteczne metody oraz obala te, które kłócą się z funkcjonowaniem mózgu i o których warto zapomnieć. Dzięki tej książce rzeczywiście można poszerzyć swoją neurobiologiczną wiedzę, a taka jest nauczycielom wybitnie niezbędna.



 
Radek Kotarski, „Włam się do mózgu” (wydawnictwo Altenberg, Warszawa 2017). Tego pana pewnie większość z nas kojarzy z telewizji. Jest popularyzatorem wiedzy, tłumaczył też w reklamie jednego z banków historię… ławki (w pół roku nauczył się języka szwedzkiego w stopniu średnio zaawansowanym, a test przeprowadzony przez szwedzki Instytut zdał na 87%. Został w międzyczasie piwowarem). Tym razem zajmuje się technikami zdobywania, a zwłaszcza zapamiętywania wiedzy. Czyni to w barwny sposób, poparty wieloma przykładami z własnego życia. Przedstawia w książce przekrój różnych metod uczenia się i kodowania. Wartościując metody „uczenia się”, udowadnia swoje tezy za pomocą wyników badań wielu naukowców oraz pomaga… włamać się do własnego mózgu. Najważniejsze, by uczyć się tak, żeby nie zapomnieć po egzaminie tego, czego się uczyliśmy. I tutaj dwie korzyści: poszerzymy swój warsztat oraz pomożemy naszym uczniom dobrać takie techniki, by zdobywanie wiedzy nie tylko miało sens „na półrocze”, ale także by coś z niej zostało na długi czas. 

Gdy czytałem te dwie książki, miałem wrażenie, że autorzy pisali je na wyścigi (wydane zostały w podobnym czasie). Tematy bardzo podobne, ale treści się nie powielają. Każda pozycja prezentuje wiedzę neurobiologiczną i pokrewną w innym ujęciu, przedstawia inne wyniki badań. Czytając którąś z tych książek (a najlepiej obie), możecie poczuć wyraźnie, że nauka jest naprawdę pociągająca. Fura tam wartościowych treści dla pedagoga i nie tylko. 

Mam nadzieję, że zachęciłem was do przyjrzenia się nowościom wydawniczym (trochę bardziej wyspecjalizowanym), które są nam wielotorowo pomocne. Przydadzą się pedagogom, studentom, a także rodzicom.
 
A teraz pytanie do Ciebie, drogi Czytelniku: czym dla Ciebie jest książka?

tekst: Marek Ryży (student pedagogiki II stopnia w WSH TWP w Szczecinie) 
zdjęcia: stąd, stąd i stąd

CONVERSATION

3 komentarze:

  1. Czym dla mnie jest książka? przyjemnością, skarbnicą wiedzy, radością, smutkiem, pięknym zapachem (uwielbiam zapach starych książek), podróżą w czasie, odpoczynkiem i pomyśleć, że jako dziecko nie lubiłam czytać, lektury szkolne były dla mnie torturą. Pewnego dnia kolega powiedział, że przeczytał super książkę "Stawiam na Tolka Banana", a że podkochiwałam się w rówieśniku, pomyślałam, że to dobry pomysł żeby mu zaimponować i tak oto w wieku 13 lat moją miłością zostały książki :) Dziękuje za wpis, na pewno skorzystam z poleconych lektur.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, że książkowe polecanki się przydadzą, miłej lektury! :)

      Usuń
    2. Cieszę się bardzo, że książki są czytane i "wąchane" :) Ja musiałem skręcić regał na książki. Leżą wszędzie. Komoda, stół, półki. Jak u wariata, ale co tam... ;)

      Usuń

Back
to top